Małgorzata- Opowiadanie

Proza - Opowiadanie

Uzdrów mnie, Panie, bym się stał zdrowy ratuj mnie,bym doznał ratunku. Ty bowiem jesteś moją chlubą. Jeremiasz 17.14 Jestem przyzwyczajona do tego, by sama czuwać nad sobą. Nauczyłam się pracować, żyć uczciwie. Robię wszystko, by moje życie i życie mojej rodziny układało się jak najlepiej. Cóż więcej uczynić! Czasem mam wrażenie, że wszystko zaczyna się walić, że nie potrafię już dalej iść do przodu. Wówczas powierzam moją słabość Bogu i w nim pokładam nadzieję. Nazywam się Małgorzata jestem osobą niepełnosprawną ruchowo. Od urodzenia mam porażenie dziecięce z winy lekarzy. Mam 33 lat. Mieszkam w Krakowie z mamą i siostrą w pobliżu skałek Twardowskiego lubię odwiedzać to miejsce, chociaż poruszam się za pomocą chodzika i wózka. Bardzo lubię obserwować przyrodę dlatego wycieczki i zdobywanie górskich szczytów że znajomymi sprawiają mi dużo radości. Chcę pokazać, że osoby mniej sprawne też dużo potrafią,funkcjonują trzeba dać im tylko szansę, okazać trochę zainteresowania. Interesuję się informatyką,turystyką, muzyką, geografię i lubię zwierzęta i jazdę konną. W życiu nie chcę jedynie brać, chcę także pomagać innym i sprawia mi to przyjemność. Od czasu do czasu wybieram się ze znajomymi do kina, teatru lub do muzeum. Moimi marzeniami są: mieć prawdziwych przyjaciół,założyć własną rodzinę, mięć pracę. Marzę też o podróży dookoła świata.Gdy pierwszy raz poszłam do szkoły to nie było jeszcze klas integracyjnych. Teraz już Są. Myślę, że to jest dobry pomysł, bo młodzież zdrowa może nauczyć się coś od nas, że czujemy i myślimy podobnie tylko poruszamy się za pomocą kul, wózka lub chodzika, ale też jesteśmy ludźmi. Nauczyciele przychodzili do mojego domu, a jak była ładna pogoda to szłam do szkoły by spotkać się z klasą i uczestniczyć w zajęciach. Co prawda jak zobaczyli mnie po raz pierwszy to nie wiedzieli jak się zachować nie mówiąc o podejściu czy rozmowie. Pamiętam nie miałam prawie koleżanek i kolegów tylko z mamą i siostrą chodziłam na spacery. Później to się zmieniło Przeprowadziłam się do nowego mieszkania. Poznałam nowych znajomych, którzy pokazali jak sama mogę się usamodzielnić i udało się po części, co prawda urwał się nieco kontakt z nimi,ale widuję się na ulicy i czasami chwilę porozmawiamy. Poznam nowych znajomych, którzy mnie odwiedzają i zabierają mnie w różne ciekawe zakątki i nie tylko mojego miasta, ale też kraju. Przy okazji wyjazdów przeżywamy różne perypetie, Cieszę się, że mam takich przyjaciół. Po ukończeniu podstawówki chciałam iść do liceum, ale pani psycholog stwierdziła, że nie nadaję się do liceum, bo jej zdaniem za wolno piszę inie odpowiedziałam na parę pytań. Poznałam także osoby niesłyszące i też mogę śmiało stwierdzić,że są tacy sami ludzie jak każdy z nas tylko porozumiewają się w języku migowym i mają swój świat ciszy. Zastanawiałam się czasem, dlaczego osoby niesłyszące nie piszą wypracowań. Z tej szkoły wyniosłam umiejętności praktyczne między innymi haftowanie. Po jej ukończeniu postanowiłam wziąć los swoje ręce i przestałam się sugerować tym co pani psycholog i inni powiedzą. Na początku poszłam na kurs komputerowy, bo się tym interesuję i marzą mi się studia informatyczne. Jednak aby iść na studia trzeba mięć maturę. Postanowiłam pójść do liceum wieczorowego dla dorosłych. W tym samym czasie, kiedy szukałam liceum, które mogłoby mnie przyjąć kończyłam jeszcze jeden kurs dotyczący umiejętności poszukiwania pracy. Zastanawiam się dlaczego nie chcą przyjmować osób takich jak ja, czego naprawdę boją się dyrektorzy firm. My przecież możemy być również dobrymi pracownikami tak jak ludzie sprawni. Znalazłam wreszcie liceum wieczorowe i już myślałam, że koniec mojej wędrówki w poszukiwaniu miejsca dalszej edukacji, ale po usłyszeniu od dyrektora słów: po co mi liceum i matura opadły mi ręce. Nie poddałam się jednak i znalazłam prywatne liceum dla dorosłych. Tam przyjęli mnie bez żadnych problemów. Na szczęście od tamtej pory dużo się zmieniło się na lepsze. Uważam,że nie powinno się oceniać ludzi tak powierzchownie jak to między innymi mnie. Myślę bowiem,że nie tylko ja doświadczyłam takich sytuacji. Opowiem jeszcze o innej części mojego życia. Początkiem był okres, w którym uczęszczałam na przygotowania do bierzmowania. Nie wiedziałam wówczas, jeden z księży obserwował mnie. Ciąg dalszy był taki,że otrzymałam od niego propozycję uczestnictwa w Ruchu Światło Życie. Było to tak: ksiądz, który był odpowiedzialny za to przysłał do mnie grupę dziewcząt z zaproszeniem na spotkanie na którym rozmawialiśmy na różne ciekawe tematy. Zgodziłam się i nie żałuję bo to był czas, gdy poznałam nowych ludzi i zaczęłam na niektóre sprawy inaczej patrzeć i lepiej je postrzegać. Zaczęłam chodzić na spotkania i wyjeżdżać gdzie się dało, byłam przez kilka lat jedyna jako osoba niepełnosprawna ruchowo i bardziej otworzyłam się na innych ludzi. Po ukończeniu formacji założyłam grupę osób takich jak ja,różnie z nami bywało. Teraz już jej nie ma może dlatego, że już nie ma mnie w ruchu, a może również dlatego, że proboszcz był nieco przeciwny temu choć nie wiem dlaczego. Szkoda mi, że to nie przetrwało. W Ruchu Światło byłam dziesięć lat. Na początku uczestnicy bali się podejść do mnie i porozmawiać, ale stopniowo się to zmieniało bo poznawali mnie przez co chętniej rozmawiali. Myślę, że ja się od nich czegoś się nauczyłam a oni ode mnie też. Szkoda tylko że po odejściu z oazy nie odwiedzili mnie raz na jakiś czas. Kiedy dzwonię lub zapraszam mówią Że mnie odwiedzą, po czym tego nie robią. Mam dość robienia pierwszego kroku. Zastanawiam się też czy byli prawdziwi przyjaciele. Nie dawno, jeden ze znajomych zaproponował mi wyjazd z Grupa ta to Gimp związana jest ona z duchowością Ojca Pio. Od kiedy dowiedziałam się o Katolickim Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych i ich Przyjaciół "Klika" działającym przy klasztorze Dominikanów w Krakowie zaczyna się zmieniać moje życie. Zaczynam mięć przyjaciół takich prawdziwych, na których mogę liczyć. Wybieramy się czasem do kawiarni, na koncert itp. Ja ze swojej strony także staram się wnieść coś w te nasze relacje. Jeśli chodzi o moje miasto Kraków tom są jeszcze bariery, ale jest ich co raz mniej. Powinno się sporo zmienić, aby barier było jak najmniej nie tylko w moim mieście lecz żeby usuwane były wszędzie gdzie jest to możliwe, aby nasze życie było łatwiejsze. Bardziej powinno się zwrócić uwagę na: wysokie chodniki, urzędy, sklepy,muzea, kina, autobusy, pociągi, dworce i trwają nie tylko w Krakowie, ale poza nim. Jeśli chodzi o ludzi teraz to zaobserwowałam, że bardziej pomagają nie każdy, ale większość. Nie paczą już na nas jak na obiekty z kosmosu, ale niestety w środowiskach wiejskich jeszcze tak nie zmieniło, ale powoli się to zmienia. Jeżeli kogoś takiego widzą to zaczynają się i paczą jak na bliżej niezidentyfikowane stworki. Doświadczyłam tego osobiście, jeśli chodzi o mnie to zaakceptowałam swoje życie takie jakie jest i swoją niepełnosprawność. Od września 2008 jestem uczestnikiem WTZ na zajęcia komputerowe dużo mi dają te zajęcia. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie podajemy się zwątpieniu. Żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy. Znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni. Obalają nas na ziemię, lecz nie zginiemy Drugi list do Koryntian 4. 8- 9 Znam osoby, które w obliczu najmniejszych trudności ustępują i podają się. Są też tacy, którzy stykają się z kimś, kto reprezentuje odmienne opinie, natychmiast zmieniają swoje zdanie. Inni upadają na duchu pod wpływem pierwszej napotkanej przeszkody. Znam także takich ludzi, którzy postępują ufnie i wytrwale drogą swojego życia, nawet, kiedy przeszkody wydaja się nie do pokonania. Są tacy, którzy pozostają wierni swoim racjom i swojej wierze, nawet, jeżeli są z tego powodu wyśmiani i wyszydzeni, a nawet znienawidzeni. Mam nadzieje, że spodoba się moje opowiadanie Z poważaniem Małgorzata

serdecznie zapraszam na zwiedzienie mojej stronki

Strona internetowa - moja stronka