Elżbieta - prezentacja


Urodziłam sie po to, 
by poszukiwać. Każdy z nas dostaje w swoim życiu jakieś zadanie do 
wykonania. Zawsze byłam o tym przekonana. I to przekonanie dodawało 
mi sił i pomysłów do poszukiwań, co i jak zrobić, żeby moje życie 
było ciekawsze i barwniejsze.
Mając zaledwie kilka miesiecy zachorowałam na postepujący zanik mieśni. Postepujący, czyli powoli moje mieśnie odmawiały posłuszenstwa tak, że obecnie moge wykonywać jedynie niewielkie ruchy głową. Stan nierokujący nadziei poprawy. Usiąść w wózku i tylko patrzeć tępo, np. w TV. Mieć pretensje do wszystkich w około, że: mnie jest tak źle, a oni nie doła mi nadskakująć Wołać do Boga, jak Hiob, o wielkiej niesprawiedliwości
Po trochu wszystkie te etapy przechodziłam. Bo każdy je przechodzi. Uśmiecham sie w duchu, gdy mówią o kimś, bardzo cierpiącym, że jest taki "pogodny, cierpliwy i nigdy sie nie załamuje". Uśmiecham sie też, gdy słysze o sobie, jaka to ja jestem "dzielna". Ile kosztuje taka "dzielność" wiedzą tylko ci, którzy przeszli różne etapy w życiu.

Ciało ludzkie nie jest z żelaza, a kogoś dotkniętego chorobą, tym bardziej. A ja jestem z tych "twardych". W początkach mojej choroby lekarze nie dawali moim rodzicom (co długo przede mną ukrywano) wielu nadziei: "Nie dożyje 13-tego roku życia". A tymczasem już... Cóż, zawsze lubiłam płatać figle! Dzieciństwo i wczesną młodość spędziłam na wsi, wychowując sie samotnie, bo okoliczne dzieci raczej niechętnie bawiły sie z dziewczynką, która tylko siedzi na łóżku. Choć bywały i wyjątki. Ale za to miałam innych towarzyszy - książki, które rozbudziły moją wyobraźnie i sprawiły, że poczułam "pęd do wiedzy", do poszukiwan, do szerokiego świata. Postanowiłam, więc przeprowadzić się do Krakowa, gdzie ukonczyłam studia teologiczne. Bedąc dzieckiem jeszcze w miare poruszałam rekami, wiec mogłam sama czytać moje ukochane książki. Z czasem jednak zakres moich ruchów ograniczał sie i szło mi to czytanie coraz trudniej. Wspólnie, wiec, z pewnym kolegą, wymyśliliśmy "urządzenie do przewracania kartek", zrobione z... wygiętego wieszaka zakładanego na głowe i ołówka z gumką, który przesuwał kartki. Do tego doszedł stolik i pulpit na książke zrobiony przez innego kolege, stolarza. Ten model sprawdzał sie przez lata, ale że choroba postępowała, mieśnie karku słabły, więc trzeba było wymyślić coś nowego. Najpierw był wielki niewypał: specjalna maszyna do obracania wszelakiego rodzaju kart, sprowadzona przez koleżankę z USA. Niestety, to nie zdało egzaminu, gdyż maszyna ciągle sie zacinała, a części wymienne były zbyt drogie. Trzeba, więc było poszukać innego rozwiązania. Pomyślałam, wiec o komputerze. Skoro jedynie sprawną fizycznie mam głowe - oczy, usta, nos - to trzeba ją wykorzystać. Nowinki techniczne dla osób niesprawnych ruchowo, co do możliwości pisania na komputerze z "dzikiego zachodu", czyli z USA były ciekawe; na przykład: program uczący sie mowy użytkownika komputera, myszka sterowana gałką oczną itp. Ale to wszystko miało zapore tak wielkich kosztów, że marzenia o sprowadzeniu czegoś takiego odpłyneły szybko w siną dal. Trzeba było znaleść jakiegoś zwariowanego informatyka, który by zrealizował moje pomysły-marzenia, na rodzimym podwórku. No i pewnego dnia, "chodząc" z koleżanką po internecie znalazłyśmy ogłoszenie, że poszukiwany jest tester do testowania nowej, specjalnej myszki sterowanej głową. Oczywiście zgłosiłam sie natychmiast. I tak zostałam (z lekkim przymrużeniem oka) niejako współtwórcą myszonki (tak nazywa sie myszka), gdyż przyczyniłam sie nieco do jej ostatecznej formy poprzez częste konsultacje (co by tu zmienia, poprawia, żeby lepiej działało) z jej twórcą, informatykiem Tomkiem Gumnym, z Trzcianki k/Piły, bardzo uczynnym i sympatycznym. Zainteresowanych tematem zapraszam na strone internetową: www.gumny.com.pl - a ja pokrótce wytłumacze, w jaki sposób posługuje sie myszonką. Otóż, ową myszonke zakłada sie na głowe na pasku, do którego z prawego boku przymocowane jest to urządzenie (wyglądające niczym małe pudełko), zastepujące standardową myszke. Od tego pudełka biegnie rurka, do której polecenia wydaje sie oddechem: dmuchniecie - lewy klawisz, wciągniecie powietrza - prawy klawisz. A kursor myszki biega po ekranie kierowany ruchem głowy. Do myszonki dołączony jest program klawiatury wirtualnej, w której pisze, a potem za pomocą schowka przenosze tekst w wybrane miejsce: e-mail, Word itd. Czyli zasada jest dosyć prosta. Ale nauka posługiwania sie tą myszką (delikatne, precyzyjne ruchy głową, odpowiednia siła wydechu) wymaga dużo czasu, długich ćwiczen i anielskiej wprost cierpliwości! Teraz, gdy już całkiem swobodnie posługuje sie myszonką, z niejakim rozrzewnieniem wspominam tamten czas, kiedy pomimo ciągłych, wielogodzinnych prób, wydawało mi sie, że chyba nigdy nie bede potrafiła dobrze sie nią posługiwać!
Wraz z myszonką otworzył sie przede mną świat internetu, w którym moge znaleOa już prawie wszystko: wiadomości wszelakie, możliwośa kontaktów z innymi, a także moje wierne przyjaciółki dziecinstwa - książki. Nie wyobrażam sobie teraz, że nagle mi tego zabraknie. Bo przecież to jest jedyna czynnością, którą moge wykonywać. I mam nadzieje, że wykonuje ją dobrze. I za to dziekuje Bogu! Za to, że moge jeszcze poruszać głową. A co bedzie potem. Potem znów trzeba będzie coś nowego wymyśleć...

Podstrona z wierszami autorstwa Eli - Żaba

Serdecznie zapraszam na moją stronką

Strona internetowa - Eli - Żaba